Kontrola dostępu chroni miejsce, w którym dane są przechowywane. Narzędzia AI przeniosły ryzyko na moment użycia dokumentu. Umowę kopiuje do czatu osoba, która ma do niej pełne prawo. Granica ochrony musi więc przesunąć się tam, gdzie zapada ta decyzja: na komputer użytkownika, zanim tekst trafi do modelu.
Jak chroniono dane do tej pory
Klasyczne podejście do ochrony danych opiera się na kontroli dostępu. Dane leżą w bazie, w systemie dokumentów albo na serwerze plików. Kto ma uprawnienia, ten je czyta, a kto ich nie ma, nie dostanie się do środka.
Na tym oparto kolejne zabezpieczenia: role, szyfrowanie dysków, rejestry dostępu, DLP na poczcie. RODO wzmocniło ten model: administrator danych wie, gdzie są dane i kto je przetwarza, a dostawców wiąże umowa powierzenia z art. 28.
Co zmieniły narzędzia AI
Narzędzia AI nie łamią żadnego z tych zabezpieczeń. Prawnik otwiera umowę, do której ma dostęp, zaznacza tekst, kopiuje go i wkleja do czatu w przeglądarce. Każdy z tych kroków jest dozwolony.
Uprawnienia działały prawidłowo, szyfrowanie też. Rejestr dostępu zapisał tylko, że uprawniona osoba otworzyła plik. Treść opuściła jednak firmę przez schowek, którego żaden z tych mechanizmów nie obserwuje.
W ciągu kilkunastu miesięcy takie kopiowanie stało się w wielu biurach codzienną praktyką. Zaostrzanie kontroli dostępu niewiele tu pomoże. Problem nie tkwi w bazie, lecz pojawia się w chwili, gdy ktoś używa dokumentu.
Nowa granica: na komputerze, zanim tekst trafi do modelu
Skoro ryzyko pojawia się w chwili użycia, ochrona też musi działać w tej chwili. Dane trzeba usunąć albo zakodować, zanim tekst trafi do modelu. Najlepiej robić to na tym samym komputerze, na którym otwarto dokument. Wtedy dane osobowe nie przechodzą przez kolejny serwer.
Takie podejście odpowiada zasadzie minimalizacji z art. 5 ust. 1 lit. c RODO. Model dostaje treść potrzebną do zadania, bez nazwisk, numerów PESEL i adresów. Tak samo można podejść do tajemnicy przedsiębiorstwa z art. 11 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.
Jak to działa w promptShield
Przycisk „Wykryj” uruchamia kilka warstw. Wzorce znajdują dane o stałym formacie, takie jak PESEL, NIP i IBAN. Model rozpoznaje imiona i nazwiska, firmy oraz adresy.
Opcjonalny model językowy jest domyślnie wyłączony. Wyniki są łączone, oczyszczane z powtórzeń i przenoszone między stronami. Nazwisko znalezione na stronie 1 zostaje oznaczone także na stronie 4.
Na skanach i zdjęciach działa rozpoznawanie tekstu. Strona jest renderowana w rozdzielczości 300 dpi i odczytywana z użyciem danych dla języka dokumentu i dla angielskiego. Pakiety językowe są dostępne tylko dla części języków.
Żaden model nie znajduje wszystkich danych. Dlatego człowiek przegląda wyniki, zanim plik zostanie pobrany.
Co zostaje na komputerze, a co może z niego wyjść
W domyślnej konfiguracji wykrywanie działa na komputerze użytkownika. Wzorce, model rozpoznawania nazw własnych i lokalny model językowy nie wysyłają tekstu do żadnego serwera.
Istnieje jeden wyjątek i trzeba go nazwać wprost. Funkcja „Analiza pogłębiona” ma tryb zdalny, który wysyła tekst strony do serwera wskazanego przez użytkownika. Ten tryb jest domyślnie wyłączony i dostępny tylko w planie Pro. Żeby go użyć, trzeba włączyć analizę, wybrać tryb zdalny i podać adres serwera.
Bezpłatna aplikacja w przeglądarce również nie wysyła dokumentu. Wysyła jedynie anonimowy sygnał uruchomienia, więc określenie „100% offline” dotyczy tylko aplikacji na komputer.
Kody odwracalne i ich zakres
Funkcja „Zakoduj” zastępuje wartość kodem odwracalnym. Model widzi kod zamiast nazwiska i może pracować na strukturze dokumentu. Funkcja „Odkoduj” przywraca oryginał lokalnie, wewnątrz aplikacji, bez połączenia z zewnętrznym serwerem.
Kody są przypisane do folderu. W jednym folderze ta sama wartość ma ten sam kod, a różne foldery mają osobne kody. Globalnie działa tylko kod dodany ręcznie w Ustawieniach.
Bezpłatna aplikacja w przeglądarce tworzy kody tą samą metodą co aplikacja na komputer, z własnym kluczem przeglądarki. Kod widoczny w wersji demonstracyjnej ma więc taki sam format jak kod w produkcie.
Co z tego wynika dla ochrony danych w firmie
Dotychczasowe zabezpieczenia nadal są potrzebne: chronią bazę przed osobami bez uprawnień i robią to dobrze. Brakuje jednak warstwy, która działa w chwili użycia dokumentu, po stronie uprawnionego pracownika. Obok pytania, kto ma dostęp, pojawia się pytanie, co ta osoba wysyła i w jakiej postaci.
Nasze narzędzie jest jednym ze sposobów, by tę warstwę zapewnić, ale nie jedynym. Inne grupy narzędzi i ich granice opisujemy w przeglądzie podejść do ochrony danych osobowych.
Najczęstsze pytania
Czy kontrola dostępu chroni dane przed wklejeniem do ChatGPT?
Kontrola dostępu decyduje, kto może otworzyć dokument. Nie widzi, co uprawniona osoba robi z tekstem po jego skopiowaniu.
Czy promptShield wysyła dokumenty do chmury?
W domyślnej konfiguracji wykrywanie działa na komputerze. Wyjątkiem jest tryb zdalny funkcji „Analiza pogłębiona”, domyślnie wyłączony i dostępny w planie Pro, który wysyła tekst strony do serwera wskazanego przez użytkownika.
Czy dane spseudonimizowane przed wysłaniem do AI nadal podlegają RODO?
Dane spseudonimizowane pozostają danymi osobowymi (motyw 26 RODO). Kodowanie ogranicza zakres danych przekazywanych modelowi, ale nie zwalnia administratora z pozostałych obowiązków.
Czy ta sama osoba ma ten sam kod we wszystkich plikach?
Ma go tylko w plikach z jednego folderu. Wyjątkiem jest kod dodany ręcznie w Ustawieniach.